Rozkaz „nie dyskutuj” wielu z was pewnie
słyszało w dzieciństwie. Wtedy oznaczał mniej więcej to samo, co „dzieci i ryby
głosu nie mają”. O dziwo, nie przypominam sobie, żeby do mnie ktoś tak kiedyś
powiedział. Po prostu wiedziałam, kiedy należy przestać mówić. Niestety ta
umiejętność opuściła mnie po dzieciństwie. Nie chodzi mi bynajmniej o
nieodzywanie się w nieodpowiednich momentach. Nie. Chodzi mi o niewdawanie się
w dyskusje.
Wpis powstał po tym, jak zmarnowałam
kolejną godzinę mojego życia na odpisywanie hejterom. Był piękny poranek, a ja,
niczego nieświadoma, postanowiłam skomentować jakiś wpis na grupie na
Facebooku. Zapomniałam, że ważniejsze jest wstanie z łóżka, zjedzenie pysznego
śniadania czy coś. Nie, musiałam złapać za ten głupi telefon i włączyć WiFi.
Mój
komentarz był rzeczowy, miły i nikogo nie obrażający. Ale przedstawiał pewien
pogląd życiowy. Nie spodobało się to komuś i tak zaczęła się dyskusja. Wiecie,
jak to wygląda. Ktoś pisze bzdury i teoretycznie powinniście to olać, ale
spokojnie tłumaczycie mu, że nie o to chodzi, że każdy ma prawo napisać, co
myśli (w granicach kultury oczywiście). No i ciągnie się to w nieskończoność,
nie widzicie sensu, ale przecież głupio tak nagle olać, bo zaraz będzie wrzawa,
że „o, skończyły się głupiej niuni argumenty”. Wspominałam już trochę o
tym we wpisie 10 rzeczy w 10 lat – czego się dowiedziałam. Niestety
teraz dochodzę do wniosku, że chyba przestanę w ogóle pisać jakiekolwiek
komentarze, bo czasami bezowocna dyskusja rodzi się naturalnie.
Gdzie te czasy, gdzie ludzie o różnych
poglądach mogli się normalnie spotkać i o tym porozmawiać? W gronie
przyjaciół nadal jest fajnie. Akceptujemy to, że ktoś się z nami nie zgadza i
tyle. Nie jesteśmy pępkiem świata i nie ma tylko jednej prawdy na wszystkich.
Internet jednak rządzi się zupełnie innymi prawami. Wszechobecny brak szacunku
po prostu mnie powala.
Aha. Wspomnę jeszcze tym, którzy nie
wiedzą, że FB wcale nie należy do wolnych mediów. W ogóle nie ma chyba czegoś
takiego jak wolne media. Wcale też nie jest tak, że usuwane strony są niezgodne
ze standardami społeczności, a te, co zostają, takie standardy spełniają. Bo
jak wytłumaczyć fakt, że strona „Fuck Islam” została uznana za naruszającą standardy,
a „Fuck Jesus Christ and Fuck Christianity” przeszła kontrolę pozytywnie i nie
zauważono w niej nic złego? Pamiętajcie, że FB zawsze może usunąć profil, który
im się nie podoba i na dobrą sprawę nie musi tego uzasadniać logicznie.
Szanujmy
się i siebie nawzajem:)

Komentarze
Prześlij komentarz