“Nie dyskutuj!”, czyli dlaczego trzeba się słuchać mamy



Rozkaz „nie dyskutuj” wielu z was pewnie słyszało w dzieciństwie. Wtedy oznaczał mniej więcej to samo, co „dzieci i ryby głosu nie mają”. O dziwo, nie przypominam sobie, żeby do mnie ktoś tak kiedyś powiedział. Po prostu wiedziałam, kiedy należy przestać mówić. Niestety ta umiejętność opuściła mnie po dzieciństwie. Nie chodzi mi bynajmniej o nieodzywanie się w nieodpowiednich momentach. Nie. Chodzi mi o niewdawanie się w dyskusje.
Wpis powstał po tym, jak zmarnowałam kolejną godzinę mojego życia na odpisywanie hejterom. Był piękny poranek, a ja, niczego nieświadoma, postanowiłam skomentować jakiś wpis na grupie na Facebooku. Zapomniałam, że ważniejsze jest wstanie z łóżka, zjedzenie pysznego śniadania czy coś. Nie, musiałam złapać za ten głupi telefon i włączyć WiFi.
Mój komentarz był rzeczowy, miły i nikogo nie obrażający. Ale przedstawiał pewien pogląd życiowy. Nie spodobało się to komuś i tak zaczęła się dyskusja. Wiecie, jak to wygląda. Ktoś pisze bzdury i teoretycznie powinniście to olać, ale spokojnie tłumaczycie mu, że nie o to chodzi, że każdy ma prawo napisać, co myśli (w granicach kultury oczywiście). No i ciągnie się to w nieskończoność, nie widzicie sensu, ale przecież głupio tak nagle olać, bo zaraz będzie wrzawa, że „o, skończyły się głupiej niuni argumenty”. Wspominałam już trochę o tym we wpisie 10 rzeczy w 10 lat – czego się dowiedziałamNiestety teraz dochodzę do wniosku, że chyba przestanę w ogóle pisać jakiekolwiek komentarze, bo czasami bezowocna dyskusja rodzi się naturalnie.
Gdzie te czasy, gdzie ludzie o różnych poglądach mogli się normalnie spotkać i o tym porozmawiać? W gronie przyjaciół nadal jest fajnie. Akceptujemy to, że ktoś się z nami nie zgadza i tyle. Nie jesteśmy pępkiem świata i nie ma tylko jednej prawdy na wszystkich. Internet jednak rządzi się zupełnie innymi prawami. Wszechobecny brak szacunku po prostu mnie powala.
Aha. Wspomnę jeszcze tym, którzy nie wiedzą, że FB wcale nie należy do wolnych mediów. W ogóle nie ma chyba czegoś takiego jak wolne media. Wcale też nie jest tak, że usuwane strony są niezgodne ze standardami społeczności, a te, co zostają, takie standardy spełniają. Bo jak wytłumaczyć fakt, że strona „Fuck Islam” została uznana za naruszającą standardy, a „Fuck Jesus Christ and Fuck Christianity” przeszła kontrolę pozytywnie i nie zauważono w niej nic złego? Pamiętajcie, że FB zawsze może usunąć profil, który im się nie podoba i na dobrą sprawę nie musi tego uzasadniać logicznie.
Szanujmy się i siebie nawzajem:)


Komentarze