Dzisiaj
trochę o zazdrości i zawiści. Zacznijmy od tego pierwszego. Zazdrość sama w
sobie złym uczuciem nie jest. Oznacza po prostu, że podziwiamy rzecz
czyjąś, sami taką chcielibyśmy. Niepotrzebnie sporo osób przeprasza za słowo
„zazdrość”. „Nie, żebym Ci zazdrościła”. „Też bym tak chciała, ale żeby nie
było, że zazdroszczę”. No właśnie zazdrościsz i nie ma w tym nic złego.
Problemem jest, gdy czujemy zawiść, która od jakiegoś czasu rzuca mi
się w oczy (i w uszy).
Na wszelki wypadek sprawdzę w Wikipedii
definicję zawiści, zaraz wracam.
„Zawiść — uczucie znacznie silniejsze niż zazdrość,
polegające na odczuwaniu silnej niechęci lub wrogości w stosunku do osoby,
której czegoś się zazdrości. Zawiść może występować w sytuacjach, gdy osobiste
cechy, posiadane przedmioty lub osiągnięcia nie dorównują ich poziomowi/jakości
u innych osób”
No, pięknie opisane.
Skoro wyjaśniliśmy już sobie podstawy,
może przejdę do rzeczy. Zauważyłam, że w dzisiejszych czasach nie wypada
przyznać się do sukcesu i osiągnięć. Rozmawiając ze znajomymi trzeba
podkreślać negatywne aspekty swojego życia, żeby przypadkiem nie pomyśleli, że
cokolwiek Ci się w życiu udało. Zawsze znajdzie się w towarzystwie ktoś, kto ma
gorzej i winą za to obarczy Ciebie. Fakt, czasami do tego dochodzi się z
wiekiem, jednak ten etap powinien w końcu nastąpić. Osobiście polecam unikać
takich znajomych, jednak ostatnio zachowanie to szerzy się jak plaga karaluchów
w mojej starej stancji na Bródnie.
Nie wiem, czy to kwestia wychowania, ale
ja nigdy nie czułam zawiści do bogatszych osób. Owszem, zazdrościłam im, ale
także podziwiałam za to, co osiągnęli. Nie uważałam, że ich sukces ma
jakikolwiek wpływ na moje dochody. Jeżeli już kiedyś zdarzyło mi się osądzić
kogoś, to nie dzieliłam się tymi przemyśleniami. Niestety nie wszyscy mają
takie podejście. Z czego wzięła się ta niemożność do cieszenia się cudzym
szczęściem? Uważam, że z niskiej samooceny i niezadowolenia z
własnego życia. Czasami z bycia w gimnazjum.
Moje podejście do pieniędzy jest
następujące: każdy wydaje, na co chce. Nie osądzam celebrytów za wielomilionowe
domy, bo nic mi do tego. Nie czuję zawiści w stosunku do modowych blogerek, że
wybierają markowe ubrania. Nie siedzę godzinami w internecie wypisując pod
filmikami youtuberek urodowych zawistne komentarze. Nie znoszę wyrazów twarzy
mówiących „w dupach im się poprzewracało” w stosunku do kogoś, kto po prostu
wydał pieniądze na coś, na co chciał je wydać. O ile były uczciwie zarobione i
nikomu nie dzieje się krzywda. Obecna fala publicznego hejtu naprawdę mocno mnie
przeraża. Winą obarczam trochę internet i portale plotkarskie (chciałam
zacytować coś z Pudla, ale żenuje mnie to na tyle, że sobie daruję).
Niestety i tak najgorszy hejt, to ten w
stosunku do nas samych (ło, ale odkryłam). Z utęsknieniem czekam na ten dzień,
kiedy sukcesy innych będą świętowane, a nie negowane.
Wiem, że dzisiejszym postem nie odkrywam
Ameryki. Po prostu wyszło to ze mnie jak… no nie wiem co, chciałam wybrać
jakieś śmieszne porównanie, ale karaluchy na Bródnie już były.
Aha,
wspomnę, że chyba czytałam coś kiedyś o zawiści i zazdrości u Ani z bloga Aniamaluje. Nie
chciałam szukać wpisu, żeby przypadkiem nie sformułować zdania podobnie, bo od
razu afera by była, że plagiat:)
Niebycie
zawistnym polecam:)

Komentarze
Prześlij komentarz