Dzisiaj
wpis trochę niezasługujący na znalezienie się w kategorii „Życiowo”,
ale nie posiadam (jeszcze) zakładki „O ch*j chodzi”, więc trzeba to
przełknąć. Przy okazji pozdrawiam Jana z bloga StayFly, który ostatnio ochrzaniał ludzi za
cenzurowanie przekleństw. Niestety jeszcze nie doszłam do takiego etapu, gdzie
umiem przekląć w pierwszym akapicie, który widoczny jest w wyszukiwarkach.
Sorry.
Krótka
dygresja – tak, mówi się „kląć” nie „klnąć” (wyjaśnienie). Nie, nie zawsze używam poprawnej formy.
Dzisiaj o historii, która od kilku
miesięcy nieprzerwanie mnie zadziwia. Będzie wpis z cyklu „żalenie się na
dziwne zachowaniu ludzi”. Dobra, przechodzę do rzeczy. W mojej okolicy jest
pewien hipermarket, zagraniczny oczywiście, znany chyba wszystkich Polakom.
Hipermarket ten posiada parking podziemny. Niby nic w tym dziwnego, ale
zaobserwowałam tam nietypowe (moim zdaniem) zachowania, którymi chcę się
podzielić z innymi. Upewnijcie mnie, że jestem chociaż trochę normalna.
Otóż parking ten jest miejsce dziwnych
spotkań późnowieczornych. Zazwyczaj bywam w tym sklepie w godzinach 21-23.
Pamiętam pierwszy wypad. Był weekend, więc tłumy w sklepach całodobowych nikogo
nie dziwią. Alkohol sam się nie upędzi (no, w większości przypadków sam się nie
upędzi). Na parkingu nie dziwił jednak tłum samochodów, a tłum ludzi. Na samym
jego środku, między samochodami, zebrała się grupa kilkudziesięciu osób.
Wyglądali, jakby pojawili się na umówione spotkanie. Wyglądali, jakby wszyscy
się znali. Wyglądali… dziwnie. Ale ok, imprezy są różne.
Sytuacja ta jednak powtarza się za
każdym razem, gdy tam jestem. Nawet w środku tygodnia. Stojący w jednym miejscu
ludzie. Nie, nie wymyśliłam ich sobie, poza mną też ktoś ich widzi. Za nic nie
mogę tego rozkminić. Może ktoś pomoże? Wątpię, żeby spotkanie było przypadkowe.
W końcu ile razy przez przypadek zaparkowaliście obok kilkunastu znajomych
osób? Odrzucam także opcję, że po prostu w Warszawie wszyscy się znają. Znam
sporo osób, a na zakupach wpadłam na kogoś znajomego może ze dwa razy. Może
mieszkańcy są tacy przyjaźni, że zawsze zagadują „sąsiada”? No nie, raczej nie.
Parking nie jest na tyle atrakcyjny, żeby umawiać się tam na spotkania, lepsza
ławka pod blokiem. Taka duża, żeby pomieściła tylu ludzi. Za każdym razem, jak
ich widzę, mówię „O chuj chodzi”. Teraz bez cenzury.
Kiedyś chyba podejdę do nich i zapytam,
czy ja też mogę wstąpić do Gwiezdnej Brygady. Może uzyskam odpowiedź.
Czy
ktoś mi wyjaśni moje małe prywatne X-Files?:)

Komentarze
Prześlij komentarz